Nowy wspaniały świat

Od ostatniego kryzysu w 2008 roku „czekaliśmy” na kolejny nieunikniony światowy krach. Wielu z nas zastanawiało się co to będzie, a media od dobrych 3-4 lat prześcigały się w różnych analizach widząc stronę z której przyjdzie kryzys, a na końcu okazało się, że jak zwykle prawie nikt nie trafił. To są już jednak dziś kompletnie nieistotne kwestie. Znajdujemy się bowiem dziś na początku wielkiego huraganu, który zaczyna zmiatać stary Świat – i jednego możemy być pewni, gdy to się skończy – rzeczywistość jaka nas otacza będzie całkowicie innym nowym miejscem. Zdarzenia jakie dziś widzimy już wprawiły w ruch śnieżną kulkę, która w ciągu kilku lat zmieni niemal wszystko.

W czasie wojny milkną muzy

Chociaż to co dziś widzimy w związku z rozprzestrzeniającym się wirusem nie jest w potocznym rozumieniu wojną to w rzeczywistości niewiele się od niej różni. Kilkaset ofiar dziennie, przepełnione szpitale, wstrzymanie normalnego funkcjonowania gospodarki, przestawienie produkcji na „wojenną” tylko produkujemy nie broń, a choćby płyny do rąk, wprowadzane stany wyjątkowe, zamknięte granice itd itd. Sytuacja jest bardzo zbliżona do regularnych działań wojennych. Mało tego niesie za sobą bardzo podobne problemy jakie spotykają kraje objęte wojną.

Co ciekawe i co warte do odnotowania to to, iż tak jak w czasie wojny na pierwszy odstrzał idą rozrywki wyższe. Przestają być ważne sztuka, kultura czy poezja. Lecz w tym znanym od wieków prawidle warto zauważyć co także momentalnie zeszło ze sceny. Otóż wszelkie sprawy światopoglądowe. Sprawy feminizmu, LGBT, aborcyjne itd – sprawy, którymi jesteśmy nachalnie bombardowani w dzień powszedni nagle zwyczajnie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nikogo one tak naprawdę nie interesują, gdyż nie są tak naprawdę ważne. Stwarza się tylko takie wrażenie, że to jakieś niesamowicie priorytetowe zagadnienia, gdy tak serio w prawdziwym twardym świecie nie mają one w zasadzie większego znaczenia. Gdy wszyscy walczą na jakimś froncie to nikt się nie pyta kto z kim sypia, jakich przywilejów chce czy nie ma zamiaru zajmować się terminem do którego można mordować nienarodzonych.

Król jest nagi

Podobnie sprawa tyczy się całej masy innych zagadnień, a szczególnie widać to przy okazji projektu UE. Ta sama Unia, która nagminnie uzurpuje coraz szersze prawa. Ta która chce sobie nadać poza traktatowe prawa ingerowania w systemy sprawiedliwości. Ta sama, która chce się stawiać na pozycji arbitra oceniając praworządność i uzależniając od tego wypłatę środków. I wreszcie ta sama, która ustami wielu zachodnich polityków marzy o federalizmie i zmianę siebie w imperium rywalizujące na arenie międzynarodowej z USA i Chinami. W chwili olbrzymiego kryzysu prezentuje się jak każdy widzi. Są oczywiście tak zapatrzeni w UE entuzjaści, którym wydaje się, że ten projekt jest wydolny, ale jednak coraz większa rzesza ludzi dostrzega kompletną fasadowość tego konstruktu.

Te słynne MLD z UE na walkę z wirusem to nic innego jak łaska pańska, gdyż możemy przeznaczyć na inne cele pieniądze z funduszu spójności. Generalnie dość słabe rozwiązanie, gdyż to oznacza, że nie wydamy tej kasy na ochronę środowiska czy infrastrukturę. To wcale nie jest dla nas recepta na problemy gospodarcze, a wręcz nawet trochę odwrotnie – pomniejszymy sobie program inwestycyjny.

Do tego UE potrafiła zasadzić nam wszystkim stałe komunały o tym jak „powinniśmy”, „musimy”, „pozostajemy w kontakcie” itd itd. Nic z tego nigdy nie wynika, bo na końcu zapanuje w Brukseli stała kakofonia, że najpierw nas skrytykują, że zamykamy granice, a potem zalecą zrobić innym to samo. Programy wspólnych zakupów masek to detale, które w ogólnym rozrachunku niewiele znaczą. A przecież UE miałaby do odegrania olbrzymią dziś rolę. Jak najbardziej powinno się tworzyć zespoły analizujące różne podejścia do wirusa w krajach UE i na świecie, analizowanie błędów i wyłapywanie dobrych rozwiązań. UE powinna zająć się koordynacją działań, wydawać zalecenia, obliczać czy akumulować zapasy środków medycznych i pomagać w ich redystrybucji. Takich działań możemy sobie wyobrazić masę, a nie widzimy praktycznie nic. Wszystkie te ideały o solidarności i pomocniczości zostały brutalnie obnażone i stworzyły rany, które zmienią się w blizny.

Powojenne blizny goją się długo

UE całkowicie skapitulowała co oznacza, że państwa członkowskie chcąc nie chcąc zostały same. Jesteśmy niemal na początku kryzysu, a wydarzyło się tak wiele złego w Europie, że ludzie działający na dezintegrację UE musieliby latami wyczyniać karkołomne figury, aby doprowadzić do tego samego. Ten brak działań prowadzi momentalnie do jednego – pełną odpowiedzialność biorą na siebie państwa narodowe i to z miejsca ogranicza i nakierowuje ich działania do egoizmów. To naturalne zjawisko i głównie temu miała służyć UE, aby można było te egoizmy wygładzać lub nawet eliminować. Poprzez bierność widzimy więc sytuację, gdy Włosi wzywając pomocy wołają w próżnię, gdy Niemcy zamykając swój rynek konfiskują maseczki przeznaczone dla Włochów, gdzie wszyscy niby są w strefie Euro, ale to Niemcy mogą sobie pozwolić na pakiet stymulacyjny dla gospodarki, gdy reszta musi czekać na zebranie się Brukseli i zapewne zawieszenie reguł fiskalnych, gdyż zadłużenie krajów zachodu musi mocno skoczyć. I tak naprawdę wiadomo dlaczego tak jest. Gdyż prawdziwymi ośrodkami decyzyjnymi są Berlin i Paryż, a gdy z tamtych stolic nie płyną instrukcje następuje paraliż decyzyjny jaki właśnie widzimy.

Musimy być jednak świadomi, że rany jakie powstają właśnie w ramach UE długo się nie zabliźnią i będą one miały swoje konsekwencje. Tego utraconego zaufania nie da się odbudować wraz z końcem kryzysu – to jedna z kul śnieżnych, która niesie już ze sobą zmiany. A czeka nas cała batalia z gospodarczymi skutkami, która na bank stworzy wiele napięć w strefie Euro. I trzeba realistycznie pomyśleć o tym, że w ekstremalnych sytuacjach, gdzie kryzys się przeciągnie strefa Euro może tej próby nie przerwać, a zaważą na tym właśnie narodowe egoizmy, gdyż będzie trudno pogodzić potrzeby fiskalne wszystkich członków.

Większość państw jest dalej zamroczona

Przed kilkoma godzinami został zaprezentowany w Polsce plan łagodzenia skutków wirusa. Jest to dość kompleksowy program chociaż pewnie niewystarczający. Nie oceniając go na gorąco powiem tyle, że wygląda on sensownie, gdyż skupia się on na zapewnieniu stabilności gospodarstw domowych czyli wydaje się dobrze została postawiona w nim diagnoza. Jak pisałem w poprzednim artykule, pompowanie MLD przez centralne banki na zachodzie będzie nieskuteczne, gdyż te środki zostaną skonsumowane przez rynki kapitałowe, a potrzeba nam pieniędzy w gospodarce realnej u zwykłego Nowaka, a nie u Johna z Wall Street. Takie pakiety wykuwają się w innych krajach i ocenimy je za parę chwil jak już powstaną. A pomysły są przeróżne od nacjonalizacji firm czy wpompowanie MLD w rynki, poprzez umarzanie podatków, subsydia dla firm do pozwolenia na masowe bankructwa i przygarnięcie bezrobotnych pod opiekę państwa. Jednak przeważająca ich część bazuje na specjalnych liniach kredytowych, a więc to pewna propaganda dużych liczb. We Francji realny program pomocowy ma opiewać na 45 MLD Euro czyli porównywalnie jak w Polsce, gdzie w przeliczeniu jest to 47 MLD Euro. Jak wyliczył redaktor Marek Budzisz w PL program pomocowy opiewa na 5.4% PKB, gdzie średnia w Europie nie przekracza 2% PKB. Są to wciąż tylko luźne plany w wielu krajach, a więc poczekajmy i oceńmy zwyczajnie efekty, a nie założenia. W Hiszpanii są na etapie przyjmowania ustawy umożliwiającej zamknięcie szkół, a więc musimy mieć też świadomość etapu w którym jest PL i inne kraje zachodu UE. W wielu krajach dopiero zaczyna się prawdziwa walka z wirusem czyli zamykanie granic czy stany wyjątkowe, a gdzie tam mowa o działaniach gospodarczych. Wiele rządów wydaje słaniać się na ringu jak zamroczeni po prawym sierpowym.

Osobiście nie jestem w stanie dziś ocenić jakie działania będą tymi właściwymi, ale wiem jedno. Najgorsze co można robić to nie podejmować decyzji lub podejmować je z dużym opóźnieniem. Lepiej jest bowiem się pomylić i korygować błędy niż czekać i pogrążać się przez to zostawiając sobie z każdym dniem coraz mniejsze pole manewru. Nikt nie wie ile to potrwa, ale jeżeli na starcie kraj się pogrąży i poniesie olbrzymie koszty to naturalnie będzie to rezonowało na przyszłość.

Geopolityka głupcze

W tych wszystkich wydarzeniach nie należy tracić z oczy najważniejszego. Rywalizacji USA-Chiny. To właśnie ten kryzys będzie jednym z kluczowych punków, które ustawią tą rywalizację. Poprzedni kryzys zresztą zrobił to samo. Dał Chinom okazje do niesamowitego skrócenia dystansu. I dziś będzie tak samo, ale z tą różnicą, że słabości będą wykorzystywane jeszcze mocniej. Jeżeli bowiem kryzys będzie bardzo głęboki to momentalnie na stół wjeżdżają wszelkie opcje wraz z całkowitą demolką znanego nam systemu finansowego, gdyż kraje będą musiały stymulować się deficytami, a te już dziś są absurdalne, a do tego jeżeli gospodarki zaczną się kurczyć to długi zaczną ważyć coraz to więcej.

Całkowicie na nowo zdefiniowany zostanie handel. Już dziś się wielu drapie po głowie – dlaczego w Europie nie szyjemy masek, nie produkujemy substancji czynnych itd itd itd. Wirus już to zmienił tylko jeszcze formalnie to nie nastąpiło. Powrót strategicznych branż będzie musiał nastąpić, a to oznacza zwijanie globalizacji i powiedzmy „wolnego rynku”, gdyż aby utrzymać rentowność takich podmiotów będą potrzebne subsydia celowane lub cła zaporowe. To tylko początek. Czym dłużej będzie trwał kryzys tym głębsza i szybsza będzie rekonfiguracja światowej gospodarki. Moim zdaniem będzie miał na to wpływ istniejący model. Dziś masy towarów pochodzą z Chin, a więc gdy pokryzysowa konsumpcja wystrzeli w górę to wiele krajów boleśnie przekona się o tym, że niewiele z tego mają. Boleśnie odczują to budżety centralne, a dodając do tego pakiety stymulacyjne finansowane z długu można spodziewać się drugiej fali kryzysu identycznej jak w 2012 czyli kryzysu zadłużenia.

Osobiście nie spodziewałbym się, aby turystyka wróciła szybko do normy nawet po zwalczeniu kryzysu, gdyż ludzie będą co najmniej sezon lizać rany w szczególności, że na zachodzie odpowiedzią na problemy ma być kredyt. To zwiastuje dużo dłuższe i głębsze problemy niż się wielu wydaje – w szczególności w krajach PIGS, które dodatkowo mają sporo większą ekspozycję na kolejne fale migracji. Przez wirusa zapominamy o starych problemach, które przecież nie zniknęły. W moim tekście nie chodzi o sianie defetyzmu, a o uświadomienie sobie realiów, że ciężkie lata przed nami, a wirus wcale nie musi być tutaj największym problemem.

Zmiany zmiany zmiany

Przypominam, że kryzys był wyczekiwany od kilku lat. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego oprócz tego z jakiego kierunku przyszedł. Ba w optymistycznej wersji za 2 miesiące może udać się go opanować, gdyż w 27 stopniach żyje on już tylko dobę na niektórych powierzchniach, a nasza odporność w ciepłych okresach wzrasta. Może być on więc krótki i intensywny, ale niestety brzemienny w skutkach. Ujawnia on bowiem zbyt dużo mankamentów dzisiejszego porządku rzeczy. W publicystyce pojawiają się teksty w stylu „słaba UE? tak, bo potrzeba wincyj integracji”, ale raczej należy się spodziewać czegoś innego – odwrotnego. Z tym, że nie chodzi tutaj w pierwszej kolejności o polityków, a o społeczeństwa. Poprzedni duży kryzys w UE czyli migracyjny przyniósł falę tzw „populistów”, a tak naprawdę to przyniósł on to co niesie każdy kryzys – falę ludzi zdecydowanych głoszących mocne tezy i gotowych te tezy przekuwać w działanie. Przykładem idealnym jest tu Matteo Salvini, który wdrażał to co obiecywał czyli nie wpuszczał migrantów do Włoch. I dziś społeczeństwa będą gotowe znowu spoglądać łakomym okiem w stronę takich ludzi. Nie przez ich atrakcyjność, a przez słabość obecnych liderów.

Słabość jaką okazują zachodni liderzy, gdzie wszyscy jak jeden spóźniają się z decyzjami będzie moim zdaniem kluczowa w niedalekiej przyszłości. Gdy kurz opadnie zacznie się porównywanie kto jak sobie poradził i z tego równania już się wyłania obraz, że silne rządy działają bardziej zdecydowanie. I nie chodzi tu o to, że w takiej Polsce wirus pojawił się z opóźnieniem i dał władzą więcej czasu, który wykorzystali lepiej czy gorzej. Chodzi o to, że silne władze nie boją się podejmować trudnych decyzji. Więc nawet jakby wirus rozwijał się od tego samego czasu co na zachodzie można jednak przypuszczać, że u nas znowu te decyzje byłyby szybsze. Zdecydowani liderzy myślą w kryzysach o kryzysach, gdy chłopcy w krótkich spodenkach myślą o PR-rze. W poprzednim kryzysie w 2008 też to było dobrze widoczne. Idealnie potwierdza to sytuacja w Hiszpanii, gdzie rząd przez kilkanaście dni zajmował się nie kryzysem, a swoim wizerunkiem i zagrywkami pod publikę. Nastąpiła tak absurdalna sytuacja, że zatrzymano w blasku fleszy duży transport masek jako próbę wywiezienia ich z kraju – po czym już po kilku dniach okazało się, że to był transport przeznaczony dla samorządu Madrytu. W kilku krajach widać właśnie takie absurdalne działania. To zostanie na pewno wykorzystane w przyszłości i czym więcej takich bieda akcji tym pętla na politykach zaciska się bardziej – tylko oni tego jeszcze nie czują.

Aby było jasne – nie mam pojęcia co to będzie oznaczało dla nas w przyszłości czy to lepiej czy gorzej, że elity zachodu znowu pokazują taką słabość i indolencję w swoim działaniu i co gorsza w postawie. Teoretycznie przecież biorąc pod uwagę nieustanną rywalizację z naszej perspektywy lepiej, abyśmy mieli słabszych przeciwników, ale z drugiej strony to w teorii przecież nasz obóz. Jeszcze inaczej spoglądając – silniejsza władza na zachodzie stanie się bardziej egoistyczna i będzie dogadywała się łatwiej z innymi silnymi, a my przecież do potęg się jednak nie zaliczamy. Stąd ciężko oceniać co jest i będzie dla nas lepsze i dlatego apeluje zawsze, aby się wstrzymać z takimi ocenami, bo one zawsze będą mocno subiektywne i niekoniecznie bliskie prawdzie. Pragnę jednak wyczulić wszystkich na to, że wraz z tym kryzysem weszliśmy w okres nowej dynamiki zmian. Zmian w sumie wyczekiwanych, lecz wyczekiwanych ewolucyjnie, gdzie właśnie część z nich będzie przebiegała rewolucyjnie.

Główny przegrany – wolny rynek

Ten kryzys obnaża coś jeszcze. Poprzedni obnażył kłamstwo „kapitału bez narodowości”, gdzie ten kapitał jednak pokazał, że ma swoje korzenie i jak najbardziej sprzyja krajowi pochodzenia. Ten pokazuje coś innego – wolny rynek się nie sprawdza i jest do tego fikcją.

Po przyjęciu specustawy dr. Mentzen napisał długą krytykę tej ustawy, a ja pozwoliłem sobie na ripostę wytykającą błędy w rozumowaniu. Pojawił się tam zarzut, że jak wprowadzamy blokady eksportu i ceny maksymalne to zaraz rynek zrobi po swojemu. I nic takiego się nie stało, a rozwiązania jak blokada sprzedaży pojawiły się w innych krajach, gdzie jaskrawym przykładem są te maseczki dla Włochów skonfiskowane w Niemczech.
Obserwując to co się dziś dzieje można obalić dwa podstawowe fetysze liberałów, które zresztą obalam od dawna, a które dziś obaliły się same.

Wolny rynek to utopia i nie istnieje, gdyż istnieją egoizmy i protekcjonizm. Tylko frajer więc wierzy w wolny rynek i kończy potem jak Włosi bez masek, gdy w sytuacji potrzeby i ochrony interesów rządy krajów mają gdzieś liberalne ideały o jakiś wolnych rynkach. Potrzeba chwili czy potrzeba polityki jak w przypadku dyrektywy transportowej robi z wolnego rynku wydmuszkę i narzędzie używane tylko w okresach, gdzie się to opłaca. Jak się przestaje opłacać to się z niego rezygnuje. I robią tak wszyscy poważni gracze, gdyż życie to nie miejsce na utrzymywanie ideałów – to brutalna rzeczywistość rywalizacji i gry o interesy, a nie utopijna bajka o dobrobycie z ciężkiej pracy. Największy dobrobyt to osiągają gracze na rynkach kapitałowych i protekcjoniści, a nie kopacze rowów czy górnicy.

Wolny rynek to miejsce, gdzie rządzi prawo dżungli i cwaniak bogaci się kosztem biednego. Dlatego wszędzie już chyba walczy się ze spekulacją robioną na kryzysie i najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się co? Horror liberałów – działanie spółek SP produkujących tani żel antybakteryjny i zalewający nim rynek. Co się sprawdza w tej sytuacji – aaaaaaa kolejny horror – nie chęć zarobku, a szycie masek w czynie społecznym. A co robi w tym czasie przedsiębiorca na rynku? Podnosi ceny kurczaka na 30zł/kg. To jest stały mechanizm wolnego rynku, gdzie zwyczajnie silni wykorzystują swoją pozycję i kapitał, aby pogrążać i zarabiać na słabszych uczestnikach rynku. Do tego takie działanie jest samobójcze, bo drenuje konsumentów z pieniędzy zwiększając inflację co w dalszej perspektywie pozbawia ich samych klientów i zarobków, a w sytuacji epidemii odcina biednych od części dóbr i usług czyli w realiach poważniejszej choroby skazuje na śmierć konsumentów. Wolny rynek więc kompletnie nie sprawdza się w czasach kryzysowych. I aby było jasne z założenia jestem raczej wolnościowcem, ale zwyczajnie nie oznacza to, abym pochwalał utopijne fetysze wolnorynkowców, którzy głoszą zwyczajny kit tak jak głosili nam przez dekady poprzednio o kapitale bez narodowości.

I jeszcze chyba najważniejsza konkluzja. Czy nam się to podoba czy nie ten kryzys kieruje nas na tory socjalizmu. Po pierwsze dlatego, że wolny rynek się nie sprawdzi. Jak damy zbankrutować masowo wszystkim od dołu to się nie podniesiemy z kryzysu przez lata, bo wpadniemy momentalnie w spirale bankructw, gdyż co większość firm będzie wtedy sprzedawała bezrobotnym? Po drugie plany pomocowe muszą prowadzić do tego, że to państwo weźmie na siebie cześć gospodarki jak choćby 40% finansowania wypłat, gdyż jak ci ludzie stracą pracę to i tak się zgłoszą po zasiłek. Dodatkowo całkowicie obnażona została prywatna służba zdrowia. Nie tylko w USA, gdzie Trump musiał wprowadzić socjalizm i darmowy dostęp do testów, ale także w PL, gdzie prywatne przychodnie się zwyczajnie zamknęły mając gdzieś swoich klientów. Nie wiem ilu z czytelników zdaje sobie sprawę na jak wielu frontach prywatny kapitał i wolno rynkowe podejście zawiodło w dobie tego kryzysu. Jakby nie protekcjonizm, etatyzm, elementy socjalizmu, kontrole itd pogrążylibyśmy się w niesamowitym wręcz kryzysie. I piszę to bez żadnej satysfakcji, ani radości, bo nie jestem wielkim zwolennikiem regulacji, ale trzeba spojrzeć na realia – to one dziś pokazały swoją wyższość. Należy się więc spodziewać, że taki kierunek zostanie w przyszłości obrany, a dodając do tego coraz wyższą automatyzację i AI właśnie obserwujemy moment w którym ten proces jeszcze przyspieszy.

2 myśli na temat “Nowy wspaniały świat

  • 19 marca, 2020 o 2:21 pm
    Permalink

    Tak, wszyscy jak jeden mąż zapomnieli o uciskanych mniejszościach seksualnych, braku parytetu dla kobiet, gnębionych LGBT, i uchodźcach (przepraszam, na dzień dzisiejszy – migrantach) i co tam jeszcze…

    Odpowiedz
  • 20 marca, 2020 o 12:25 pm
    Permalink

    dużo trafnych spostrzeżeń. Ten szok pokaże, które państwa są poważne, a które z kartonu. Na płaszczyźnie gospodarczo-społecznej wpływamy na nieznane wody. Odwrót od globalizacji i wolnego rynku nie wróży niczego dobrego, jeśli chodzi o standard życia i efektywność gospodarki. Pocieszam się jedynie tym, że Polska jest samowystarczalna żywnościowo. Ale i z tym nie wiadomo, bo kraj nam wysycha.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *